Bycie tatą bez instrukcji obsługi*

*… bo tej z reguły nie czytamy 😉

Przed pojawieniem się dziecka na świecie mamy w głowie pewną wizję: uśmiechnięty bobas w objęciach szczęśliwych, zrelaksowanych rodziców. Nic dziwnego. Twoi znajomi na pewno nieraz chwalili się zdjęciami rodzinnej sielanki w mediach społecznościowych. W szkole rodzenia, na której być może dzielnie dotrzymywałeś kroku swojej ciężarnej żonie dowiedziałeś się jak pielęgnować, przewijać, jak karmić wasze przyszłe maleństwo. Dowiedziałeś się też, że przed tobą trudny egzamin na bycie rodzicem. Zapewne jak to przed każdym egzaminem pomyślałeś sobie: Jak to, miałbym nie zdać? Dam radę!

W końcu nadszedł ten wyjątkowy dzień. Zostałeś Tatą! Przepełniony dumą bierzesz swoje maleństwo na ręce…

Szybko stało się jasne, że wszystko, czego się nauczyłeś w szkole rodzenia, w zasadzie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Chociaż obydwoje przed pojawieniem się dziecka wiedzieliście o jego wychowaniu tyle samo, nagle okazało się, że tak naprawdę nie wiesz nic –  Nie tak, złap ją inaczej. Źle go przewijasz. Płacze, na pewno jest głodna, daj mi ją. Rączki mu połamiesz, daj, ja go ubiorę… Być może coś takiego usłyszałeś, a być może Twoja partnerka nic takiego nie powiedziała, ale to w Twojej głowie pojawiły się podobne myśli. Nic dziwnego. W naszym społeczeństwie od dawna istnieje przekonanie, że zajmowanie się dziećmi to rola kobiet.

Dlaczego jednak mit, że ojcowie nie potrafią zająć się swoim dzieckiem na równi z matką jest tak silnie zakorzeniony w naszej kulturze? Lawrence J. Cohen – psycholog i tata pisze o tym, że „ojcowie często czują się zmarginalizowani – wypchnięci z centrum życia rodzinnego na peryferia. Przydziela im się – bądź przydzielają go sobie sami – ograniczony zestaw ról”[1]. Wskazuje na to, że mężczyźni poprzez pewne narzucone role społeczne zostają dużo lepiej przygotowani do tego, jak być stereotypowym mężczyzną, niżeli jak być dobrym tatą. Dlaczego, kiedy niemowlę płacze, tak wielu ojców automatycznie przekazuje je w ramiona matek?

Mężczyznom wydaje się, że nie potrafią uspokoić płaczącego niemowlęcia, przez co omija ich jedna z wielkich radości ojcostwa: „trzymanie na rękach płaczącego niemowlęcia, które dzieli się z nami wszystkimi swoimi uczuciami – tylko tak potrafi nam o nich opowiedzieć – a potem uspokaja się w naszych ramionach”[2].


Niestety wielu mężczyzn nie angażuje się w opiekę nad dziećmi nie dlatego, że się boi, ale dlatego, że po prostu nie chce. Ci ojcowie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielką zostawiają po sobie pustkę, kiedy jedynie od czasu do czasu pobawią się z dzieckiem na własnych warunkach. „W gruncie rzeczy rezygnują z budowania relacji z dzieckiem. Bycie prawdziwym ojcem oznacza zaangażowanie w codzienność rodzicielstwa”[3].

Tata na pełny etat

Wiedzieliście, że w afrykańskim plemieniu Aka ojcowie zajmują się dziećmi przez 47% czasu? To się nazywa podział obowiązków! Antropolog Barry Hewlett udokumentował, że „od chwili narodzin  dzieci Aka spędzały z ojcem niemal tyle samo czasu co z matką, podczas pracy i zabawy. Ojcowie Aka noszą niemowlęta w chustach i zabierają je na polowania, zajmują się nimi, gdy matki rozbijają obóz i przynoszą na spotkania mężczyzn przy winie palmowym. (…) Bez namysłu wykonują czynności zwykle zarezerwowane dla matek, a także, co ważniejsze, bez żadnej utraty statusu”[4]. Hewlett ze swojego pobytu u Aka wyciągnął bardzo wartościowy wniosek:


„W naszym społeczeństwie mocne jest przeświadczenie, że ojcowie nie zawsze mogą być w pobliżu i że czas, który mógłbyś spędzać z dzieckiem, musi zostać przeznaczony na inne rzeczy, ale że możesz to wszystko naprawić tym, że pozostałe chwile będą wyjątkowo wartościowe (…). Wydaje mi się, że tak naprawdę ojcowie potrzebują właśnie mnóstwa czasu spędzonego z dziećmi i że powinni je przytulać znacznie częściej, niż ma to miejsce teraz”
[5]

Niestety, badanie przeprowadzone przez Instytut Ojcostwa na grupie 156 kultur wykazało, że tylko w 20 procent z nich ojcowie są zachęcani do podejmowania bliskiej relacji z niemowlętami.[6] To nie są wesołe statystyki.

Przejmując zwyczaje panujące w plemieniu Aka, tata dzielnie nosi swojego syna w chuście na Pikniku Śląskich Mam, podczas gdy mama poluje w kolejce po lody 🙂

Czy wiedzieliście jak korzystne dla dzieci są pozytywne relacje z ojcem?


„Dzieci, które spędzają więcej czasu z ojcami są bardziej towarzyskie, łatwiej się dostosowują i na dłuższą metę zwykle tworzą zdrowsze związki. Lepiej radzą sobie w szkole. Chłopcy z bardziej zaangażowanymi, obecnymi ojcami mają mniej problemów ze złym zachowaniem, a dziewczynki mniej problemów natury psychologicznej”
[7].

Jaki z tego wniosek, drodzy Tatusiowie? Wasze dzieci potrzebują Was bardziej niż Wam się to wydaje! Tak wiele zależy od Was i wspólnie spędzonych chwil z dziećmi. Chociaż macie prawo mieć wątpliwości, co do tego, czy potraficie być sam na sam ze swoim dzieckiem, zdradzę Wam pewien sekret…

Tato – robisz to dobrze (nawet, jeśli usłyszysz, że wcale tak nie jest)

Drodzy Ojcowie! Wiem, że mi teraz nie uwierzycie, ale powiem Wam coś, do czego większość czytających tutaj mam się nie przyzna: potraficie się zająć dziećmi równie dobrze jak my, kobiety. Naprawdę. Bez ściemy. Nawet jeśli zrobicie coś wolniej. Nawet jeśli zdarzy Wam się zapomnieć o użyciu specjalnego kremu przy zmianie pieluchy, kiedy dacie jedną miarkę mleka za dużo, kiedy założycie dziecku koszulkę, która nie pasuje kolorystycznie do spodenek, kiedy zrobicie na obiad kanapki, kiedy raz nie spakujecie dziecku ręcznika na basen, kiedy zapomnicie wyprać na jutro strój na WF – na każdym etapie wychowania możecie towarzyszyć swojemu dziecku w stu procentach. Bycie rodzicem to praca na pełny etat w 24-godzinnym wymiarze godzin. Nie słuchajcie nas, jeśli zdarzy nam się na coś ponarzekać. My, kobiety, jesteśmy po części winne temu, że nie angażujecie się w codzienne obowiązki, ponieważ często zakładamy, że to my wiemy i potrafimy najlepiej. Postrzegamy siebie jako menadżerów małej firmy zwanej Rodzina zapominając, że Wasza rola w tej firmie jest równie ważna:


„Ojcowie są specjalistami od efektów specjalnych: podrzucania małych dzieci na rękach, włączania się w najbardziej wyjątkowe zabawy. Wszystko to są wspaniałe czynności, a dzieci naprawdę potrzebują tego typu zabaw. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno ojcowie, jak i dzieci, potrzebują też zwyczajnych, codziennych interakcji. (…) [Dzieci] potrzebują też, by mężczyźni rozszerzyli swój repertuar zachowań o przytulanie, pocieszanie i zabawę w przebieranki. (…) Dzięki temu, że coraz więcej mężczyzn wybiera bliskość zamiast dystansu, ojcostwo przestanie wkrótce potrzebować osobnego rozdziału w książkach na temat rodzicielstwa.”
[8]

Ten artykuł napisała mama Tymka, dzielnie znosząc wszelkie uwagi i korekty od dwóch fantastycznych Tatusiów – założycieli marki Estella. Jeden z nich jest jej (mam nadzieję, że szczęśliwym) mężem i wspaniałym tatą na pełny etat. Ten drugi, chociaż od dawna raczej na etapie powtarzania biologii i chemii na sprawdziany, jest równie wspaniałym ojcem dwóch córek – Zosi i Łucji. Wszystkiego najlepszego dla Was z okazji Dnia Ojca!


Polub nasz profil na facebooku i bądź na bieżąco z wszystkimi nowościami!

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: Error validating access token: Session has expired on Sunday, 25-Aug-19 02:40:06 PDT. The current time is Saturday, 16-Nov-19 16:02:35 PST.
Type: OAuthException
Code: 190
Subcode: 463
Please refer to our Error Message Reference.

[1] Cyt. za: Lawrence J. Cohen, Rodzicielstwo przez zabawę. Nowe podejście do wychowania, tłum. Anna Rogozińska, Warszawa 2012, s. 43.

[2] Tamże, s. 45.

[3] Tamże.

[4] Cyt. za: Mei-Ling Hopgood, Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci? Rodzicielskie przygody z całego świata, tłum. Marta Panek, Warszawa 2019, s. 105.

[5] Tamże, s. 106.

[6] Tamże, 111.

[7] Tamże, s. 111.

[8] Cyt. za: Lawrence J. Cohen, dz. cyt., s. 45-46.